Kolekcje polskich dyplomatów w zbiorach Instytutu Piłsudskiego w Ameryce: Józef Lipski (Berlin), Juliusz Łukasiewicz (Paryż), Michał Sokolnicki (Stambuł)

Referat wygłoszony na XXXVIII sesji Stałej Konfrencji MABPZ - Londyn 2016 r.

Ewa Krystyna Hoffman-Jędruch - Iwona Drąg-Korga | Kolekcje polskich dyplomatów w zbiorach Instytutu Piłsudskiego w Ameryce: Józef Lipski (Berlin), Juliusz Łukasiewicz (Paryż), Michał Sokolnicki (Stambuł)
SESJA: 38
WIĘCEJ PUBL. Z SESJI: 2016 - XXXVIII
← WSTECZ

Wśród kolekcji dokumentów w zbiorach Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku znajdują się trzy cenne archiwa polskich dyplomatów z okresu dwudziestolecia oraz pierwszej i drugiej wojny kwiatowej: Michała Sokolnickiego, ambasadora w Turcji, Juliusza Łukasiewicza, ambasadora we Francji, i Józefa Lipskiego, ambasadora w Niemczech. Ich kolekcje zawierają bogatą korespondencję, sprawozdania, notatki osobiste z konferencji, telegramy szyfrowe, tajne raporty oraz zapiski osobiste i dzienniki z podróży. Biorąc pod uwagę niezwykły okres, w jakim powstawały, stanowią cenne okno na historię nie tylko Polski, lecz także całej Europy. Każdy z autorów był człowiekiem nieprzeciętnym, wysoko wykształconym i wychowanym w kulturze europejskiej. Każdy z nich był też świadkiem historii, i na każdym wycisnęła ona swoje piętno. Okres ich działalności dyplomatycznej przypada bowiem na czas, kiedy rozpadły się cztery imperia, w tym trzy, których losy miały bezpośredni wpływ na Polskę.

Archiwum Michała Sokolnickiego

Najstarszy z nich, Michał Sokolnicki, urodził się w 1880 roku w Królestwie Polskim. Poliglota, studiował za granicą, w Paryżu, Heidelbergu i Bernie, uzyskując stopień doktora filozofii. W 1899 roku, podczas studiów w Paryżu, w École des sciences politiques, związał się z ruchem socjalistycznym, a po powrocie do Polski, od 1903 roku został bliskim współpracownikiem Józefa Piłsudskiego. W czasie pierwszej wojny światowej służył w Legionach, a po wojnie był prywatnym sekretarzem Piłsudskiego na konferencji pokojowej w 1919 roku. Przez dwa lata, od 192o do 1922, był posłem w Estonii i Finlandii. Powróciwszy do kraju, został profesorem w Szkole Nauk Politycznych w Warszawie. Dopiero w 1931 roku podjął na nowo karierę dyplomatyczną — jako poseł w Danii (do 1936 roku), a następnie jako ambasador Rzeczpospolitej w Turcji — piastował to stanowisko aż do końca wojny, do chwili wycofania przez Turcję akredytacji dla rządu RP. Opuścił placówkę 1 września 1945 roku. Prawdopodobnie dzięki uznaniu, jakim się cieszył w Ankarze, jego następca wyznaczony przez rząd polski na emigracji otrzymał agrément jako charge d’affaires w styczniu 1946 roku.

Michał Sokolnicki pozostał w Turcji, poświęcając się działalności naukowej i dydaktycznej jako wykładowca Wydziału Językoznawstwa, Historii i Geografii na uniwersytecie w Ankarze. Aż do śmierci w 1967 roku był cenionym autorytetem zarówno w kręgach polskiej emigracji, jak i wśród polityków tureckich i korpusu dyplomatycznego.

Na jego archiwum składają się teczki oficjalnych dokumentów z placówek dyplomatycznych, począwszy od 1923 roku, depesze i raporty szyfrowe z poselstwa i ambasady RP w Ankarze, akta polityczne z poselstwa w Kopenhadze i równie bogaty zbiór korespondencji osobistej, datowanej na lata jeszcze sprzed pierwszej wojny aż do jego śmierci. Obejmuje ona postaci ze świata polityki, wojska, kultury. Takie nazwiska jak Walery Sławek, Józef Piłsudski, Kazimierz Sosnkowski, Adam Pragier, Stefan i Oktawia Żeromscy — to zaledwie ułamek zbioru. Wymiana listów z Wacławem Jędrzejewiczem w latach 1949-1967 dotyczy głównie przekazania materiałów do Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku.

Same depesze i telegramy szyfrowe z poselstwa i ambasady w Ankarze zajmują 24 teczki. Z wcześniejszych dokumentów, z okresu 1914-1918, jednym z najbardziej fascynujących jest dziennik podróży z Kijowa, Odessy, Jass i Lwowa. To raport naocznego świadka nie tylko pierwszych gorączkowych dni niepodległości, ale też obraz świata zamykającego XIX stulecie. Oto fragment:

7 XI 18. Kiszyniów. Szóstego listopada wieczorem przyjazd do Kiszyniowa z Odessy. W Odessie w ciągu dwóch dni, 4 i 5 listopada, zostały omówione szczegóły i powzięte decyzje odnoszące się do przemarszu wojsk austro-polskich z Ukrainy na Lwów. Położenie tych wojsk w czworoboku Bałta - Kamieniec Podolski - Płoski-rów - Winnica; pułki 16, 19, 13 piechoty oraz 2 i 3 ułanów i 7 artylerii. Ppłk Bobicki na podstawie umowy zawartej z pułk. Śmigłym w Kijowie II X miał objąć z ramienia zarówno organizacji WP na Wschodzie, jak też z ramienia POW komendę naczelną nad wojskiem formującym się na Ukrainie; po powrocie z Ekaterynodaru (około 26 X) do Kijowa, otrzymawszy meldunki odnoszące się do sytuacji wojsk polsko-austriackich i zważywszy ogólne, już wtedy krytyczne położenie Austrii, wyjechał około 27 X do Odessy i wysłał maj. Sikorskiego z Charkowa do Jekatarynosławia (19 p. uł.).

Parę dni później, w dalszej części raportu, Sokolnicki pisze:

Zadanie, które mnie sprowadziło do Jass, spowodowanie najrychlejszego przysłania delegatów francuskich do Polski, sprecyzowanym zostało w postaci projektu interwencji francuskiej w Galicji Wschodniej. Kierunek ten dany był zarówno przez nagłość samej tej rzeczowej kwestii, jak i przez brak innego punktu oparcia: nie ma wiadomości żadnych z Galicji, ani w ogóle z Polski, nie ma przede wszystkiem oczekiwanego przeze mnie wciąż faktu rządu Polski niepodległej, powstałego na podłożu lewicowym (ludowcy-socjaliści) w Krakowie. Nie ma więc też i sztabu, do którego należałoby posłać Villaime’a, nie ma dowództwa Śmigłego, gdzie byłoby jego miejsce naturalne. Nie ma w ogóle żadnych informacyj i działać trzeba na pamięć, po omacku, mając za jedyną busolę wolę własną, a jedyną regułę - pośpiech.

Skoncentrowałem się więc bezwzględnie i wyłącznie na kwestii interwencji Francji w konflikcie polsko-ruskim, i ostatnie dwa dni składały się właściwie z epizodów tej jednej sprawy: wieczór 9 XI poświęciłem opracowaniu z Villaime’em formuł, przy czym przyjąłem sugerowaną mu jeszcze w Razdzielnej ideę pasa neutralnego, tworzonego między linią polską a linią ukraińską i zarządzanego przez Komisję mięszaną. 10 XI w niedzielę nastąpiła mobilizacja rumuńska, danie manifestów, ultimatum do Mackenzena, manifestacyj; widziałem prowadzonych po głównej tutejszej ulicy kilku oficerów niemieckich przez żołnierzy rumuńskich z karabinami i bagnetami, z ogonem tłumu uliczników, wrzeszczących nieludzko: Hu! Hu! Ausweis!! Szli z nastawionymi kołnierzami, z purpurową twarzą, z rękami w kieszeni, robili wrażenie niewymownego przestrachu. Sic transit gloria... Nawet Francuzi czynili słuszne uwagi o wątpliwym takcie tej manifestacji.

W swoich raportach Sokolnicki wnikliwie szkicuje sylwetki ludzi, którzy w tym dramacie niepodległościowym biorą udział:

Do południa opracowaliśmy teksty łącznie z p. Henno, po czym o godz. 5 byliśmy u Koziełł-Poklewskiego. Nawinął nam się tam zaraz człowiek poprawny i przystojny, Polak, nazbyt słodkawy i nazbyt ugrzeczniony, doktór R. ze Lwowa, tutejszy reprezentant Koła Międzypartyjnego, o którego istnieniu rzeczywiście całkiem zapomniałem. Zaraz jako Galicjanin pomógł najgorliwiej do ustalenia linii wschodniej granicy wpływów ukraińskich - zamiast proponowanej przeze mnie linii prostej z północy na południe, o 25 km na wschód od Lwowa - linię Bugu po Krasne i Oporu po Dniestr.

W innym miejscu opisuje dyrektora politycznego poselstwa francuskiego:

Markiz de Belloy... człowiek lat pięćdziesięciu paru, dawny Francuz z krwi i kości, z typu i charakteru. Czoło wypukłe łbem o rzedniejących włosach, nos wydatny, subtelne usta, głęboko osadzone mądre ciemne oczy. Z całej postaci, nade wszystko z dobrych błyskających oczu bije spokój i pogoda; w takich ludziach odżywa czasem l’esprit limpide starej Francji. Do tego głos głęboki, gardłowy, przenikający i godna prostota obejścia, połączona z powagą i wytrawna, jak stare wino, energia.

Pod literackim stylem Sokolnickiego podpisaliby się zarówno Prus, jak i Sienkiewicz, i Orzeszkowa. Czytając jego dziennik z podróży, chciałoby się powiedzieć, że pierwsza wojna światowa nie tyle rozpoczęła wiek XX, ile zakończyła wiek XIX.

Archiwum Juliusza Łukasiewicza

Młodszy o dwanaście lat od Sokolnickiego Juliusz Łukasiewicz urodził się na Podolu pod zaborem rosyjskim, a po ukończeniu gimnazjum w Żytomierzu kontynuował studia na Politechnice w Sankt Petersburgu. Od 1914 roku działał w Polskiej Organizacji Bojowej, a po utworzeniu Polskiej Komisji Likwidacyjnej do spraw Królestwa Polskiego został osobistym sekretarzem jej prezesa, Aleksandra Lednickiego, następnie zaś sekretarzem Przedstawicielstwa Rady Regencyjnej w Moskwie. Wcześniej już przyjął ideę prometeizmu Józefa Piłsudskiego. W czasie pobytu w Moskwie przystał do masonerii. Po powrocie do Polski związał się z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i jako znawca spraw rosyjskich od 1921 roku pracował w Wydziale Wschodnim, a po rocznym pobycie w poselstwie w Paryżu wrócił do Warszawy jako jego naczelnik. Od 1926 do 1929 był posłem w Rydze, potem we Wiedniu, od 1933 do 1936 ambasadorem RP w Moskwie, a od 1936 do 1939 w Paryżu.

Po wybuchu wojny Łukasiewicz energicznie naciskał na rząd francuski, wzywając do spełnienia zobowiązania dotyczącego francuskiej interwencji zbrojnej w razie napaści na Polskę i powołując się na wciąż nieratyfikowany układ Kasprzycki—Gamelin. W jego archiwum znajduje się kopia listu do prezydenta Francji z 2 września 1939 roku w sprawie démarche ambasadora Francji w Berlinie: „Monsieur le Président. A l’heure gave et historique que nous vivons à laquelle la Pologne est en lute pour son honneur et son independence depuis 36 heures et attend avec confiance l’assistence effective de ses alliés. je crois devoir vous communiquer ce qui suit ...” [W tej historycznej i ciężkiej chwili, którą przeżywamy, w której Polska walczy o swój honor i o swoją niepodleglość od 36 godzin i oczekuje skutecznej pomocy od swoich sprzymierzeńców, czuję się w obowiązku Pana poinformować, co następuje...].

Umowa Kasprzycki-Gamelin została podpisana 19 maja, ale czekała na ratyfikację. Tymczasem trwały dalsze negocjacje w sprawie przyłączenia Wielkiej Brytanii do tego polsko-francuskiego układu. W archiwum są kopie listów w tej sprawie, m.in. do francuskiego ambasadora w Polsce Leona Nobla i do ministra spraw zagranicznych Georges’a Bonneta z 27 i 28 maja, w których Łukasiewicz wyjaśnia zastrzeżenia i sugestie Anglików. Ostatecznie umowę oficjalnie ratyfikowano 4 września, trzy dni po napadzie Niemiec na Polskę, ale de facto zobowiązywała ona Francję do symbolicznej pomocy, bo jak zapewniał minister Georges Bonnet francuskiego ambasadora w Warszawie, „nasz układ z Polską jest pełen dziur, koniecznych, ażeby nasz kraj utrzymać z daleka od wojny”. Niemniej 3 września Francja wypowiedziała wojnę Niemcom, a umowa stała się podstawą do tworzenia wojska polskiego we Francji.

Archiwum Łukasiewicza, korespondencja, notatki i szkice - to istna chronologia wypadków z końca lat trzydziestych prowadzących do drugiej wojny światowej. Oto niektóre tytuły: Okupacja Nadrenii i układ w Rambouillet (1936), Rządy Front Populaire we Francji (czerwiec 1936 - marzec 1937), Pakt Zachodni (marzec-czerwiec 1937), Lato 1936 - zima 1937, Zima 1938-1939, Rokowania i ważniejsze rozmowy za czas od marca do września 1939, Ostatnie 6 miesięcy pokoju (marzec—sierpień 1939) i Wrzesień 1939.

Podobnie jak Sokolnicki, Łukasiewicz był poliglotą i jego archiwalne notatki i listy pisane są po polsku, po francusku, po angielsku — zależnie od okoliczności. Oprócz oficjalnej korespondencji dyplomatycznej z 1939 roku jest też równie obfita korespondencja polityczna z lat 1940-1945 z Władysławem Raczkiewiczem, Ignacym Matuszewskim, Henrykiem Floyar-Rajchmanem, Wacławem Jędrzejewiczem, a po wojnie, do 1950 roku, z Kazimierzem Sosnkowskim, Kazimierzem Papée, Wacławem Grzybowskim. Są maszynopisy i rękopisy artykułów pisanych między 1945 a 1951 rokiem, również po polsku, angielsku, francusku, materiały informacyjne w sprawie uchodźców i Polonii amerykańskiej, Europy Środkowo-Wschodniej i ruchu europejskiego, polskiej granicy wschodniej — Linii Curzona.

Po wojnie Łukasiewicz pozostał w Londynie, gdzie był związany z Instytutem Badań Międzynarodowych. W 1950 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Zmarł tragicznie w Waszyngtonie 6 kwietnia 1951 roku śmiercią samobójczą.

Archiwum Józefa Lipskiego

Józef Lipski, najmłodszy z trzech ambasadorów, urodził się we Wrocławiu w 1894 roku. Prawo ukończył w Lozannie, w czasie pierwszej wojny światowej pracował w sekcji prawnej Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Był poliglotą. Przyjęty do służby dyplomatycznej RP w 1919 roku, został sekretarzem poselstwa w Londynie (do 1922 roku), a następnie w Berlinie i Paryżu. Od 1925 roku pracował w Wydziale Zachodniego Departamentu Politycznego MSZ (referat niemiecki), pod kierunkiem, jak sam pisze, „znakomitego organizatora, Tadeusza Romera”. W 1928 roku Lipski awansował na naczelnika Wydziału. W 1933 został posłem w Berlinie, a w rok później ambasadorem - był nim aż do 1939 roku.

Po wybuchu wojny przedostał się do Francji i zaciągnął się jako szeregowiec do wojska, do 1 Dywizji Grenadierów. Ukończył szkołę podchorążych w Camp de Coëtequidan, walczył w Lotaryngii. Awansował na podporucznika i był doradcą politycznym w gabinetach kolejnych naczelnych wodzów: Sikorskiego, Sosnkowskiego i Andersa. Po wojnie został szefem public relations w Polskim Korpusie Przysposobienia i Rozmieszczenia (Polish Resettlement Corps). W 1947 roku delegowany do USA, w 1951 przejął obowiązki przedstawiciela londyńskiego rządu RP w Waszyngtonie. Jego archiwum z tego okresu dotyczy stosunków emigracji powojennej, Polaków, którzy wybrali wolność po 1945 roku i w późniejszych latach, na przykład marynarzy polskich na Formozie, a także pomocy gospodarczej od Stanów Zjednoczonych dla Polski, paczek wysyłanych do kraju, wsparcia dla repatriantów. Zmarł w Waszyngtonie w 1958 roku.

Przez listy i notatki z okresu berlińskiego przewijają się kluczowe postacie areny międzynarodowej. Głównym tematem są oczywiście stosunki polsko-niemieckie. Jak pisze Lipski w swoich wspomnieniach, w okresie 1922-1925, kiedy został przydzielony czasowo do poselstwa w zastępstwie tytularnego sekretarza: „w Berlinie toczyły się [...] pierwsze wielkie rokowania handlowe polsko-niemieckie, w związku z upływem artykułu traktatu wersalskiego, który do 1925 dawał Polsce w stosunku do Niemiec jednostronnie klauzulę największego uprzywilejowania”. Zaraz po wygaśnięciu tej klauzuli Niemcy podjęli politykę osłabiania polskiej gospodarki przez wstrzymywanie importu węgla. Według Carla Jakoba Burckhardta, Komisarza Ligii Narodów w Wolnym Mieście Gdańsku, Lipski, jako ambasador, był zwolennikiem „odprężenia polsko-niemieckiego i jednym z najlepiej poinformowanych ówczesnych ambasadorów w Berlinie”.

Na archiwum składa się 77 teczek dokumentów pisanych w czterech językach: po polsku, niemiecku, francusku i angielsku. Jest tu tajna korespondencja ambasady w Berlinie z MSZ za lata 1931-1939, 16 notatników za lata 1932-1938. Oczywiście znaczna część dokumentacji odnosi się do stosunków polsko-niemieckich: kopie dokumentów dotyczących dojścia do władzy Hitlera, pierwsza niemiecka Biała Księga, na którą składają się polskie dokumenty fałszowane przez Niemców w 1939 roku, fotokopie dyrektyw wojskowych przeciw Polsce. Szereg dokumentów ma związek z procesem norymberskim, m.in. Affidavit Lipskiego i korespondencja z amerykańskim prokuratorem w procesie Ernesta von Weizsäckera, sekretarza stanu w rządzie Hitlera, a od 1943 roku ambasadora Niemiec przy Watykanie.

W świetle późniejszej historii fascynujące są tajne raporty ambasadora Lipskiego do ministra Becka. Oto przykład:

Berlin, 23 maja 1935. Najściślej tajny.

Gdy żegnałem się z kanclerzem Hitlerem po nabożeństwie żałobnym w katedrze Świętej Jadwigi za Marszałka, wyraził on życzenie widzenia mnie w dniach najbliższych. W poniedziałek rano dnia 20 maja poprosiłem sekretarza stanu Meissnera, by mi dał znać, kiedy mógłbym być przyjęty przez kanclerza, przy czym ustaliliśmy, iż będzie to mogło dopiero nastąpić po posiedzeniu Reichstagu, naznaczonym na wtorek wieczór. W środę, dnia 22 maja, powiadomiono mnie pod wieczór, że kanclerz prosi mnie na godzinę 8.3o.

Kanclerz przyjął mnie zupełnie intymnie, bez udziału ministra Neuratha i z ominięciem zwykłego ceremoniału. Wyglądał przemęczony skutkiem wczorajszego wysiłku oratorskiego w parlamencie i był zachrypnięty. Powiedział mi, że ma gruczoł w gardle, który przy silniejszym natężeniu głosu powoduje chrypnięcie. Nosi się on z myślą poddania się operacji celem usunięcia tego gruczołu.

Następnie wyraziłem kanclerzowi imieniem Pana Prezydenta oraz rządu w słowach ciepłych podziękowanie za dowody współczucia okazane Polsce przez niego, sfery rządowe oraz społeczeństwo niemieckie z powodu żałoby, jaka okryła nasz kraj przez zgon Marszałka Piłsudskiego. Kanclerz odpowiedział, że zgon Marszałka poruszył go głęboko. Postać Marszałka tak bardzo go zawsze pociągała i pragnieniem jego było spotkać się z Wodzem Narodu Polskiego. Myślał nawet o tym, by spotkać się na granicy polsko-niemieckiej w pociągu, rozumiał jednak, że wywołałoby to w opinii świata może zbyt wielką sensację.

Tak samo Hitler pragnął poznać Mussoliniego, którego, niezależnie od tego, że stosunki niemiecko-włoskie popsuły się, również uznaje za należącego do tych wielkich wodzów narodów. Kanclerz wspomniał jeszcze, że chciałby poznać Kemala Paszę.

Powracając do tematu, kanclerz zaznaczył, że śmierć Marszałka wywołała pewien niepokój co do dalszej linii polityki zagranicznej polskiej. Minister Goering, powróciwszy jednak z Warszawy, udzielił mu uspokajających wyjaśnień. Oświadczyłem kanclerzowi, że mogę w sposób najbardziej stanowczy zapewnić, że w naszej polityce w stosunku do Niemiec nie nastąpią żadne zmiany. Marszałek nakreślił najwyraźniejsze wytyczne zarówno co do polityki wewnętrznej, jak organizacji wojska oraz polityki zagranicznej... Kanclerz przyjął to z zadowoleniem.

W dalszej części Lipski donosi, że Hitler podniósł sprawę Rosji i polityki prorosyjskiej i antypolskiej swojego poprzednika, kanclerza Kurta von Schleichera (notabene zamordowanego w trakcie Nocy Długich Noży na rozkaz Hitlera):

[Kanclerz] stwierdził, że jeszcze przed dojściem do władzy wywierał nacisk na Schleichera, by zerwał swe stosunki z Sowietami. Już sam fakt, że Schleicher dopomógł do stworzenia z Rosji Sowieckiej potęgi militarnej, dostatecznie by usprawiedliwiał koniec, jaki go spotkał. Kanclerz powiedział mi, że wiele gorsze rzeczy obciążały Schleichera, o których dzisiaj mówić trudno. Wstyd ogarnia, gdy się o tym myśli.

Kanclerz dalej powiedział, że Reichswehra wówczas sądziła, że militarnie potężne Sowiety tylko mogą zagrażać Polsce, a nie Niemcom. Była to krótkowzroczna polityka... Mówiąc o Rosji, wskazywał na niebezpieczeństwo pochodzące z tej strony. Gdy zaznaczył, że Marszałek rozumiał zagadnienie rosyjskie, powiedziałem, iż Marszałek przez długie lata stykał się z rzeczywistością rosyjską tak samo jak kanclerz, według tego co powiedział wczoraj w parlamencie, faktycznie poznał bolszewizm. Mężowie stanu na Zachodzie, dodałem, znają Rosję przeważnie z literatury. Określenie to przypadło widocznie kanclerzowi do gustu, gdyż kilkakrotnie do niego powracał.

Skonstatowałem jeszcze, że polityka Marszałka była zawsze oparta na realnym interesie państwa polskiego, a nie na oderwanych ideach, co daje jej absolutną gwarancję trwałości.

W dalszych wywodach kanclerz zaznaczył, że Marszałek był jednym z tych kilku wyjątkowych mężów stanu, którzy rozumieją rzeczywistość sytuacji międzynarodowej, i według niej orientował politykę swojego kraju.

W swojej polityce wschodniej [Hitler] stanął na stanowisku, że zbliżenie z Polską daje znacznie więcej Rzeszy niż niebezpieczne stosunki z Rosją. Dla Niemiec istnieje jako zagadnienie znalezienie terenów ekspansji gospodarczej, miejsce dla ludności, których Polska nie ma i dać nie może. Wyrzucano mu kwestię korytarza, na co stwierdzał, że korytarz wobec podobnie wielkich zagadnień nie ma żadnego znaczenia. Cóż może szkodzić, jeżeli stosunki polsko-niemieckie są dobre, przejazd kilkudziesięciokilometrowy przez terytorium polskie? Za kilkanaście lat, dodał, przy dobrych naszych wzajemnych stosunkach, w Niemczech zapomną o korytarzu, a w Polsce także ten problem nie będzie taki drażliwy.

On, kanclerz, miałby myśl, o której dzisiaj mówić nie można, ale która za jakieś i 5 lat może by dała się zrealizować, mianowicie stworzenie specjalnej drogi kolejowej oraz autostrady przez Pomorze dla celów transportowych. Polityka Rzeszy wobec Polski się nie zmieni, nawet gdyby jego nie było, albowiem wpoił on ją swym współpracownikom. Na wypadek jego ewentualnego zgonu, który zawsze nastąpić może — idiota jakiś (ein Narr) może rzucić bombę — ma naznaczonych dwóch następców.

Kończąc swój list, Lipski zaznacza, że cała rozmowa:

…miała charakter intymny, a wywody były dość luźne, bez specjalnego sprecyzowania punktów. Z powodu poufnych zwierzeń kanclerza z dziedziny polityki wewnętrznej Rzeszy przesyłam raport ten wyłącznie na ręce Pana Ministra.

Józef Lipski.

Żródło

XXXVIII SESJA STAŁEJ KONFRENCJI MUZEÓW, ARCHIWÓW I BIBLIOTEK POLSKICH NA ZACHODZIE
MATERIAŁY DO BIOGRAFII POLSKICH EMIGRANTÓW W ZBIORACH INSTYTUCJI CZŁONKOWSKICH MAB POLITYCY I ARTYŚCI
LONDYN – WARSZAWA 2017

Copyrights Note

COPYRIGHTS©: STAŁA KONFERENCJA MUZEÓW, ARCHIWÓW I BIBLIOTEK POLSKICH NA ZACHODZIE
CAŁOŚĆ LUB POSZCZEGÓLNE FRAGMENTY POWYŻSZEGO TEKSTU MOGĄ ZOSTAĆ UŻYTE BEZPŁATNIE PRZEZ OSOBY TRZECIE, POD WARUNKIEM PODANIA AUTORA, TYTUŁU I ŹRÓDŁA POCHODZENIA. AUTOR NIE PONOSI ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIEZGODNE Z PRAWEM UŻYCIE POWYŻSZEGO TEKSTU (LUB JEGO FRAGMENTÓW) PRZEZ OSOBY TRZECIE.

Więcej o Autorze
Pozostałe Publikacje Autora


Iwona Drąg-Korga

Iwona Drąg-Korga

Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce
Obecny (2018 r.) prezes i dyrektor wykonawczy Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce.

WIĘCEJ →

Ewa Krystyna Hoffman-Jędruch

Ewa Krystyna Hoffman-Jędruch

Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce
Inżynier-chemik, historyk-mediewista, poliglota.
Członek władz Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce.

WIĘCEJ →

Pozostałe Publikacje


Z tej samej sesji


Stała Konferencja Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie | MABPZ

Stała Konferencja
Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie

Sekretariat
No items found.
Kontakt

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
+44 (0)xx xxxx xxxx

Więcej Info

Link do >>>

Niniejszy portal internetowy Stałej Konferencji Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie (MABPZ) został zainicjowany i był prowadzony do 2018 roku przez pracowników Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie i Biblioteki im. Wandy Stachiewicz.
www.polishinstitute.org

Poprzednia wersja portalu MABPZ dostępna tutaj:
www.old mabpz.org

Budowę portalu w obecnej wersji dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
www.mkidn.gov.pl

Przy współpracy z Fundacją Silva Rerum Polonarum z Częstochowy
www.fundacjasrp.pl

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Fundacja Silva Rerum Polonarum Częstochowa