Refleksje na temat sytuacji żołnierzy 2 Korpusu Polskiego, którzy pozostali we Włoszech po zakończeniu wojny
Refleksje na temat sytuacji żołnierzy 2 Korpusu Polskiego, którzy pozostali we Włoszech po zakończeniu wojny
Historia 2. Korpusu Polskiego jest wyjątkowa i zupełnie różni się od dziejów innych armii walczących we Włoszech. Jej początek sięga sowieckich łagrów i nie zakończyła się prawdziwym happy endem. Po zakończeniu wojny, podczas gdy żołnierze alianccy mogli wracać do swoich domów, dla żołnierzy 2. Korpusu było to niemożliwe. Jak pisał Generał Anders: «Dla pozostałych aliantów wojna zakończyła się zwycięstwem. Nie dla Polski».
Po konferencjach w Teheranie i Jałcie Związek Sowiecki ostatecznie anektował wschodnie ziemie Polski, zajęte w 1939 roku i narzucił w Warszawie proradziecki rząd komunistyczny. W tych warunkach powrót do ojczyzny oznaczałby dla wielu żołnierzy Andersa ryzyko łagru. Ich wybór był jasny: chcieli nadal walczyć – przynajmniej symbolicznie – o wolną Polskę. Takie stanowisko stanowiło jednak zagrożenie dla nowego reżimu w Warszawie i dla Moskwy, które starały się zdyskredytować Andersa i jego ludzi, przedstawiając ich na arenie międzynarodowej jako „niebezpiecznych bandytów”.
We Włoszech kampania oszczerstw trafiła na podatny grunt. Po zakończeniu działań wojennych 2. Korpus stacjonował w Marchii, Emilii-Romanii i Wenecji Euganejskiej, czyli na obszarach, gdzie ruchy komunistyczne były szczególnie silne. Włoscy komuniści, zachęceni sukcesami ZSRR, dążyli do przekształcenia Włoch w republikę socjalistyczną na wzór sowiecki, jednak obecność dobrze uzbrojonej, antykomunistycznej armii liczącej ponad sto tysięcy osób była dla nich poważną przeszkodą.
Żołnierze Andersa, wyczerpani latami niewoli i wojny, czuli się zdradzeni. Walczyli o wolną Polskę, a widzieli ją podzieloną: na część anektowaną przez ZSRR, a pozostałą pod władzą marionetkowego reżimu. Pomimo iż należeli do grona zwycięzców, wielu z nich czuło się bardziej przegranych niż Niemcy. W tym klimacie dochodziło do napięć i starć z włoskimi komunistami, często przez nich prowokowanych: wystarczała czerwona flaga lub odznaka z sierpem i młotem, by wywołać gwałtowną reakcję. Komunistyczna propaganda wykorzystywała te incydenty, domagając się rozwiązania i usunięcia 2. Korpusu z Włoch.
Tę linię popierał również włoski ambasador w Warszawie, Eugenio Reale, zagorzały komunista, który w swoich raportach wychwalał proradziecki rząd polski i atakował Andersa. W depeszy do De Gasperiego z 23 października 1945 pisał: «Doświadczenie pokazało Polakom, że wrogiem jest Niemiec, a nie Rosjanin. Ze swoim potężnym wschodnim sąsiadem (któremu zawdzięczają, między innymi, swoje wyzwolenie) chcą żyć w pokoju».
We Włoszech rządy jedności narodowej skupiały wszystkie siły antyfaszystowskie: chadeków, republikanów, liberałów, socjalistów i komunistów. To właśnie socjaliści i komuniści naciskali na szybkie usunięcie 2. Korpusu. Także premier De Gasperi, pomimo że był chadekiem, miał cel w utrzymaniu dobrych relacji z nową, komunistyczną Polską: chodziło o repatriację włoskich jeńców w ZSRR, o dostawy węgla oraz o polityczne poparcie w rozmowach pokojowych i w sprawie Triestu. W związku z tym, po krótkim okresie, w którym Włochy uznały rząd polski na uchodźstwie, latem 1945 De Gasperi zmienił stanowisko i zaakceptował rząd warszawski, rezygnując z solidarności z Andersem zgodnie z zasadą “primum vivere, deinde pholosofari”, tzn. „najpierw żyć, potem filozofować”.
I w tym momencie 2. Korpus stał się niewygodną armią, której należało się jak najszybciej pozbyć. Włochy zwróciły się do Brytyjczyków o jego demobilizację. Spośród około 115 000 żołnierzy jedynie 15 000 zgodziło się wrócić do Polski; pozostałych 100 000 trzeba było rozlokować w innych krajach. Włochy odmówiły przyjęcia 10 000, jak proponowali Anglicy, i zdecydowały, że mogą pozostać tylko ci, którzy studiowali na włoskich uniwersytetach lub zawarli małżeństwo z obywatelką Włoch przed 30 września 1946. Jak pisał minister spraw zagranicznych Nenni w liście do polskiego ambasadora Kota 8 listopada 1946: «W konsekwencji zawartych małżeństw we Włoszech pozostanie około 2300 Polaków».
Jednak ludzie ci nie otrzymali obywatelstwa włoskiego i pozostali “apolitami”. Nie przewidziano dla nich żadnego programu integracyjnego, jak to uczynili Anglicy tworząc Polish Resettlement Corps. Przeciwnie – byli traktowani jako „elementy niebezpieczne” i poddani stałemu nadzorowi. Ambasada polska w Rzymie wyznaczyła trzech agentów konsularnych, których zadaniem było spisywanie Polaków i zapewnienie pełnej kontroli Warszawy nad nielicznymi weteranami 2. Korpusu.
Dyrektor Departamentu Politycznego polskiego MSZ, Olszewski, w wiadomości do ambasadora włoskiego Reale wyrażał obawy Warszawy: «Z informacji będących w posiadaniu rządu polskiego wynika, że w rzeczywistości chodzi o elementy polityczne, które miałyby za zadanie utrzymywać kontakty z bandami działającymi w Polsce, organizować akcje dywersyjne, kierować z Włoch różnymi organizacjami nielegalnymi. Minister Spraw Zagranicznych Polski zwraca uwagę rządu włoskiego na działalność tych elementów i na zagrożenie, jakie stanowią one dla pokoju i demokracji. Postawa skrajnej surowości ze strony włoskiej wobec tych ostatnich resztek armii Andersa – tym bardziej niebezpiecznych, że starannie dobranych i oddanych wyłącznie działalności politycznej – będzie wysoko ceniona przez rząd i opinię publiczną Polski».
Ambasador Reale, wierny komunista, odpowiedział, dając szerokie zapewnienia, jak relacjonował w piśmie do własnego ministerstwa: «Zapewniłem ministra Olszewskiego, że ponownie zainteresuję Ministerstwo Spraw Zagranicznych tą sprawą, którą zresztą omawiałem już ustnie w Rzymie z Sekretarzem Generalnym. Nie brakowało i nie zabraknie z naszej strony nalegań i protestów, aby wszyscy Polacy jak najszybciej opuścili terytorium Włoch».
Prawdę mówiąc, jednak nadzór nad weteranami 2. Korpusu miał miejsce tylko w niektórych rejonach północnych Włoch. Giovanna Nurek, córka jednego z żołnierzy 2. Korpusu, który pozostał w Bolonii, wspomina, że do ich domu okresowo przychodził funkcjonariusz policji, ale z czasem stali się przyjaciółmi. W Lacjum nie tylko nie było kontroli, ale wręcz przeciwnie, Aleksander Rogacien, także były żołnierz 2. Korpusu, był proszony przez karabinierów, aby towarzyszyć im swoim samochodem podczas czynności służbowych. Karabinierzy ze stacji peryferyjnych w latach 50. nie mieli bowiem własnych pojazdów służbowych i w razie potrzeby korzystali z pomocy osób prywatnych.
Sposób, w jaki Włochy potraktowały Andersa i jego żołnierzy, pozostaje bolesną kartą historii. Generałowi nie przyznano zasług za wyzwolenie wielu włoskich miast. Poprosił i uzyskał zgodę na pożegnalne spotkanie z Prezydentem Republiki, jednak rząd zastrzegł, by nie miało ono charakteru oficjalnego ani protokolarnego. 23 października 1946 Andersowi pozwolono złożyć wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza w Rzymie, wyłącznie prywatnie, w towarzystwie kilku oficerów.
Ambasador Reale ostrzegł, że Warszawa dezaprobuje tę inicjatywę i doradzał ograniczenie ceremonii: «(…), w przypadku, gdy rząd włoski już ją zatwierdził, powinna się ona ograniczyć do złożenia wieńca przez Andersa i jego Sztab Generalny, bez udziału oddziałów polskich, co mogłoby nadać jej charakter manifestacji wojskowej, oraz bez – przede wszystkim – udziału władz cywilnych i wojskowych włoskich.» Sugestia została spełniona co do joty. W nocie werbalnej włoskiego MSZ, skierowanej do Ambasady polskiej w Rzymie 24 października 1946, czytamy: «Gen. Anders udał się 23 bm. o godz. 12, aby złożyć wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza, w towarzystwie jedynie pięciu oficerów swojego sztabu. Nie odbyła się żadna manifestacja ani ze strony wojsk polskich, ani włoskich. Gen. Anders zatrzymał się na kilka minut przy grobie i został pozdrowiony, w duchu koleżeńskim i z osobistej uprzejmości, przez dwóch oficerów włoskich, którzy walczyli w Polskim Korpusie Ekspedycyjnym podczas wojny wyzwoleńczej».
1 listopada 1946 Gen. Anders opuścił Włochy. I tak zakończyła się obecność 2. Korpusu we Włoszech – bez honorów, jakby żołnierze Andersa byli rzeczywiście „bandytami”, za jakich przedstawiała ich propaganda komunistyczna. Tymczasem w czasie kampanii włoskiej to oni wyróżniali się szacunkiem wobec ludności cywilnej. Od Apulii po Cassino, od Loreto po Ankonę, nie brakowało świadectw wdzięczności. Opactwo Monte Cassino podkreślało, że spośród wszystkich wojsk przechodzących przez Cassino to właśnie Polacy okazali się najbardziej poprawni wobec mieszkańców.
Również w Bolonii, mieście o silnej obecności komunistycznej i wrogości wobec Polaków z armii Andersa, wreszcie w kwietniu 2025 r., 80 lat po wyzwoleniu dokonanym przez 2 Korpus na głównym placu miasta uroczyście odsłonięto wielką tablicę pamiątkową oddającą hołd bohaterstwu polskich żołnierzy.
Chciałbym zakończyć to wystąpienie, słowami Romano Neri, mieszkańca Acquafondaty – miejscowości położonej niedaleko Cassino, gdzie po bitwie powstał jeden z prowizorycznych cmentarzy 2. Korpusu: «Polacy nosili mundury podobne do angielskich, lecz Anglikami nie byli. Różnili się od wszystkich innych, którzy zajęli naszą wieś, i można to było od razu zauważyć po jednej rzeczy: zanim przekroczyli próg domu, prosili o pozwolenie».
Tagi
-
PUBL.: 24/11/2025
-
AKTU.: 12/01/2026
Więcej o Autorze (Autorach)
0raz Pozostałe Publikacje tego Autora (ów)

Piotr Rogacień

Copyrights
COPYRIGHTS© STAŁA KONFERENCJA MUZEÓW, ARCHIWÓW I BIBLIOTEK POLSKICH NA ZACHODZIE
CAŁOŚĆ LUB POSZCZEGÓLNE FRAGMENTY POWYŻSZEGO TEKSTU MOGĄ ZOSTAĆ UŻYTE BEZPŁATNIE PRZEZ OSOBY TRZECIE, POD WARUNKIEM PODANIA AUTORA, TYTUŁU I ŹRÓDŁA POCHODZENIA.
AUTOR NIE PONOSI ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIEZGODNE Z PRAWEM UŻYCIE POWYŻSZEGO TEKSTU (LUB JEGO FRAGMENTÓW) PRZEZ OSOBY TRZECIE.

